Poniżej prezentujemy opowiadanie na podstawie książki "Gdzie jest tort", o której dyskutowano w trakcie spotkania Klubu Miłośników Książek ZAKŁADKA
W Leśnej Krainie u państwa Flory i Gerwazego Psytulińskich trwały właśnie wielkie przygotowania do imprezy jaka się szykowała. Pani Flora obchodziła swoje urodziny. Wszystko byłoby zrobione na czas gdyby nie sytuacja, która skomplikowała całe przygotowania. Dwa podstępne głodne szczurki ukradły pyszny tort , który czekał na gości. Pani Psytulińska się bardzo zmartwiła, bo nie miała składników , aby upiec następny, a goście mieli przyjść lada moment. Jedyne co mogła zrobić to dorywać te dwa szczurki i odzyskać tort. W dotychczas spokojnej i cichej Leśnej Krainie rozbrzmiały krzyki państwa Psytulińskich " Łapać złodziei !Podstępne szczury ukradły tort! Wszyscy mieszkańcy ruszyli w pogoń za uciekającym tortem. Z pomocą przybył także króliczek Szaraczek z mamą . W czasie pościgu Szaraczek zgubił swoją ulubioną zabawkę , po stracie której bardzo rozpaczał. Na szczęście znalazła ją pani Psytulińska i pilnowała jej jak oka w głowie. Tylko Małpkom cała sytuacja wydawała się zabawna. Zamiast pomóc w łapaniu dwóch szczurów , przeszkadzały pozostałym zwierzakom. Ukradły kapelusz kocicy, co bardzo ją rozzłościło. Skakały po górkach oraz wyrwały pióro bocianowi. Zbulwersowana kocica, chcąc odzyskać swój kapelusz , przyspieszyła aby dorwać tych swawolnych żartownisiów. Tego dnia i pani łasicy nie dopisało szczęście. Biegnąc nie zauważyła dziury do której wpadła z wielkim hukiem. Wszystkich ogarnął wielki smutek: Państw Psytulińskich , bo szczurki ukradły im tort; kocice gdyż małpki ukradły jej kapelusz i pana bociana, który stracił swoje piórko. A na dodatek mała świnka Peppa spadła ze stromego zbocza. Dobrze, że bocian to zauważył iż zdążył uratować Peppe . Pan Gerwazy dostrzegł małych złodziei i chciał porachować im kości . Podczas szarpaniny tort wpadł do jeziorka. Pani Psytulińskiej wypadła z torebki zabawka Szaraczka. Króliczek od razu uśmiechną się i był wesoły. Na szczęście żaba Gaba wyciągnęła z jeziorka tort, a mali złoczyńcy za karę zostali przywiązani do drzewa. Jubilatka pokroiła tort i poczęstowała wszystkich mieszkańców Leśnej Krainy.
Łabuz Sandra
----------------------------------------------------------------------------------
"Pani kot"
Pewnego razu pani Ryjkokręta zbierając grzyby, zobaczyła dwa szczury uciekające z tortem-nie przejęła się tym zbytnio. Miała ona na sobie różowy kapelusz, który spodobał się małpom. Czarna małpa Chyzio ukradła go jej, a pani Ryjkokręta przestraszona wypuściła pusty koszyk z ręki. Zapominając o koszyku i skupiając uwagę tylko na Chyziu ruszyła za nim biegiem. Nie zauważając grabi rzuconych na ścieżkę przez pana Psytulińskiego, nadepnęła na nie i uderzyły ją w pyszczek. Trzymając się za pyszczek pobiegła dalej,lecz ból był tak silny, że poprosiła pana Sssyka aby pomógł założyć jej opatrunek. Gdy go założył, jej kapelusz miała brązowa małpa-Dyzio. Biegła za nim już bardziej ostrożna. gdy go tak goniła musiała zmienić cel na Zyzia-bordową małpę, który teraz miał na głowie jej kapelusz, nagle umilkła widząc spadające prosiątko Chrim-Chram. lecz zaczęła gonić Dyzia, gdy pan ptak wziął na siebie ciężar Chrim-Chrama. pani Ryjkokręta wskoczyłana drzewo i po nim goniła już Zyzia, lecz gdy małpy wskoczyły na palmy, była na nie wściekła. Małpki pobiły się o skradzione rzeczy i zapominając o co walczą, pozrzucały skradzione rzeczy. Pani kot nie zauważając tego chciała wejść na palmę aby załatwić sprawę po męsku. Ale, gdy zobaczyła pana Myszozjadka, zakochali się oni w sobie od pierwszego wejrzenia. Czekając na kawałek tortu od państwa Psytulińskich, pani kot opowiedziała panu Myszozjadkowi, jak to uderzyła się grabkami i pan wąż wykonał jej opatrunek. Gdy tak rozmawiali przyszedł pan żółw Szybki i oddał jej koszyk.
Autor ...
-------------------------------------------------------------------------------------
Pewnego razu mama zamierzała nauczyć swoje młode kaczątka pływać. Ale niestety jedna kaczuszka gdzieś odeszła. Gdy rodzina podpływała do skały z wyrośniętym na boku drzewem, zagubione kaczątko dopiero wchodziło do wody. Gdy 10 młodych kaczątek
z mamą dopłynęło do brzegu, wyszły na ląd. Później znowu płynęli w jeziorku. Następnie ogarnęły je ciemności, ponieważ wpłynęły do tunelu. Po wypłynięciu ujrzały pełno skał. Gdy płynęły, nagle przeraził ich spadający z urwiska prosiaczek. Ale ponieważ były zajęte oglądaniem tego okropnego zjawiska, nie zauważyły wodospadu. I spadły. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Kaczki wraz z mamą wyszły na brzeg. Lecz po chwili mama weszła do wody, aby nauczyć swoje młode nurkować i zdobyć pożywienie. Na końcu wyszły na brzeg i usnęły.
"Rodzina świnek"
Pewnego słonecznego dnia tata świnka o imieniu Prosiak, mama świnka Chrumka oraz ich dziecko Szyneczka wybrali się na spacer. W pewnej chwili spotkali swojego przyjaciela Pana Kota. Usiedli na pobliskiej polanie i zaczęli rozmawiać. Lecz dorośli nie zauważyli, że Szyneczka się za bardzo oddalił. Zaczęli za nim nawoływać, ale nie usłyszeli odpowiedzi. Zaczęli iść w stronę gór i w pewnej chwili tata zobaczył swoje dziecko. Szyneczka zbliżył się do urwiska. Rodzice biegli i za nim nawoływali, ale on nie słyszał. I nagle spadł. Wszyscy byli przerażeni. Ale na szczęście młody prosiak spadł na bociana, który tam przelatywał.
W końcu wybawiciel wylądował. Rodzice podbiegli i przytulili swoje dziecko. Gdy sobie chodzili podszedł dinozaur i dał Szyneczce balonik. Dziecko było szczęśliwe i poszło się bawić z innymi.
Robert Krzykawski
-------------------------------------------------------------------------------------
"Mama z kaczkami"
Pewnego razu mama zamierzała nauczyć swoje młode kaczątka pływać. Ale niestety jedna kaczuszka gdzieś odeszła. Gdy rodzina podpływała do skały z wyrośniętym na boku drzewem, zagubione kaczątko dopiero wchodziło do wody. Gdy 10 młodych kaczątek
z mamą dopłynęło do brzegu, wyszły na ląd. Później znowu płynęli w jeziorku. Następnie ogarnęły je ciemności, ponieważ wpłynęły do tunelu. Po wypłynięciu ujrzały pełno skał. Gdy płynęły, nagle przeraził ich spadający z urwiska prosiaczek. Ale ponieważ były zajęte oglądaniem tego okropnego zjawiska, nie zauważyły wodospadu. I spadły. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Kaczki wraz z mamą wyszły na brzeg. Lecz po chwili mama weszła do wody, aby nauczyć swoje młode nurkować i zdobyć pożywienie. Na końcu wyszły na brzeg i usnęły.
"Rodzina świnek"
Pewnego słonecznego dnia tata świnka o imieniu Prosiak, mama świnka Chrumka oraz ich dziecko Szyneczka wybrali się na spacer. W pewnej chwili spotkali swojego przyjaciela Pana Kota. Usiedli na pobliskiej polanie i zaczęli rozmawiać. Lecz dorośli nie zauważyli, że Szyneczka się za bardzo oddalił. Zaczęli za nim nawoływać, ale nie usłyszeli odpowiedzi. Zaczęli iść w stronę gór i w pewnej chwili tata zobaczył swoje dziecko. Szyneczka zbliżył się do urwiska. Rodzice biegli i za nim nawoływali, ale on nie słyszał. I nagle spadł. Wszyscy byli przerażeni. Ale na szczęście młody prosiak spadł na bociana, który tam przelatywał.
W końcu wybawiciel wylądował. Rodzice podbiegli i przytulili swoje dziecko. Gdy sobie chodzili podszedł dinozaur i dał Szyneczce balonik. Dziecko było szczęśliwe i poszło się bawić z innymi.
Robert Krzykawski
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Rodzina łasica
Gdy szczury kradły tort z ogrodu Państwa Psytulińskich Pani Łasica
wychodziła na spacer ze swoją zieloną torebką. Prawie zapomniała o
soczku malinowym, który przecież tak lubi. Miała go zostawić do pikniku,
ale nie mogła się powstrzymać i gdy nikt nic nie widział napiła się
odrobinkę. Niestety źle zakręciła butelkę i sok przez całą drogę kapał
jej z torebki. Gdy szła po kamieniach potknęła się o jeden z nich i się
przewróciła. Zauważyła to Pani Królikowa i ukradkiem zabrała zieloną
torebkę Pani Łasicy. Nie zauważyła jednak, że sok nadal się wylewa.
Dopiero po dłuższym czasie spostrzegła, że soku już jest tak mało, ale
pokusa była silniejsza i wypiła resztę. Gdy chciała wyrzucić butelkę
Pani Łasica odnalazła ją po śladach zostawionych przez wylewający się
sok. Odebrała jej torebkę, no ale cóż miała zrobić, gdy butelka była
pusta. Na szczęście Panie pogodziły się i i urządziły własny piknik.
Małpki
Gdy Państwo Psytulińscy gonili szczury, które skradły tort, małpką
bardzo spodobał się kapelusz Pani Kotki. Brązowa małpka postanowiła jej
go zabrać. W tym czasie dwie pozostałe małpki chciały wziąć Pani Śwince
parasol. Gdy żółta paradowała w kapeluszu Pani Kotki i w bamboszach Pani
Psytulińskiej brązowa kradła parasol, a czerwona wyrywała bocianowi
ogon. Pościg za małpkami dalej trwał, a brązowa spostrzegła berecik na
głowie kameleona. W końcu się zmęczyły i położyły się na kamieniach przy
rzece. Lecz zaraz musiały wstać, bo mały prosiaczek spadł ze skarpy. Na
szczęście uratował go bocian,
a poubierane małpki nadal uciekały. Po chwili wskoczyły na drzewa i
pobiły się o kapelusz. Dlatego też wszystkie rzeczy spadły i wróciły do
swoich właścicieli. Za karę małpki nie dostały tortu.
Gdy szczury kradły tort z ogrodu Państwa Psytulińskich Pani Łasica
wychodziła na spacer ze swoją zieloną torebką. Prawie zapomniała o
soczku malinowym, który przecież tak lubi. Miała go zostawić do pikniku,
ale nie mogła się powstrzymać i gdy nikt nic nie widział napiła się
odrobinkę. Niestety źle zakręciła butelkę i sok przez całą drogę kapał
jej z torebki. Gdy szła po kamieniach potknęła się o jeden z nich i się
przewróciła. Zauważyła to Pani Królikowa i ukradkiem zabrała zieloną
torebkę Pani Łasicy. Nie zauważyła jednak, że sok nadal się wylewa.
Dopiero po dłuższym czasie spostrzegła, że soku już jest tak mało, ale
pokusa była silniejsza i wypiła resztę. Gdy chciała wyrzucić butelkę
Pani Łasica odnalazła ją po śladach zostawionych przez wylewający się
sok. Odebrała jej torebkę, no ale cóż miała zrobić, gdy butelka była
pusta. Na szczęście Panie pogodziły się i i urządziły własny piknik.
Małpki
Gdy Państwo Psytulińscy gonili szczury, które skradły tort, małpką
bardzo spodobał się kapelusz Pani Kotki. Brązowa małpka postanowiła jej
go zabrać. W tym czasie dwie pozostałe małpki chciały wziąć Pani Śwince
parasol. Gdy żółta paradowała w kapeluszu Pani Kotki i w bamboszach Pani
Psytulińskiej brązowa kradła parasol, a czerwona wyrywała bocianowi
ogon. Pościg za małpkami dalej trwał, a brązowa spostrzegła berecik na
głowie kameleona. W końcu się zmęczyły i położyły się na kamieniach przy
rzece. Lecz zaraz musiały wstać, bo mały prosiaczek spadł ze skarpy. Na
szczęście uratował go bocian,
a poubierane małpki nadal uciekały. Po chwili wskoczyły na drzewa i
pobiły się o kapelusz. Dlatego też wszystkie rzeczy spadły i wróciły do
swoich właścicieli. Za karę małpki nie dostały tortu.
Dominika Spyra
0 komentarze:
Prześlij komentarz